Effie 2010
8 listopad, 2010W tym roku nic nie dostaliśmy, więc naszym moralnym obowiązkiem byłoby w zasadzie skrytykować tegoroczną edycję. A jednak Konkurs Effie w tym roku sprawił na nas wrażenie solidnego: z dobrą bazą zgłaszających, dobrym jury i sympatyczną, nie “przefajnioną” galą.
Zgadzamy się z zasłyszanym glosem, że nie było w tym roku wielu kampanii jednocześnie kreatywnych i efektywnych (choć “twarde dowody” niewątpliwie do nich należały). Jest bowiem paradoksem polskiego marketingu, że trudne czasy nie skutkują odważnymi działaniami, które wszystkim poszerzają horyzonty i otwierają dla świata maretingu zupełnie nowe możliwości. Trudne czasy to dużo miałkości strategicznej (”radość życia”, “jesteś wyjątkowy” itp), jeszcze więcej zabijających wszelkie wartościowe znaczenia badań konceptów kreatywnych i jeszcze więcej bolesnych kompromisów.
A może czasy były tylko “trochę” trudne? Może niewielu marketerów znalazło się na krawędzi, za którą jest juz tylko przepaść - i albo marka wykonuje wielki, kangurzy skok, albo nie ma już dla niej powrotu.
Po raz kolejny okazało się (też mielismy takie przykre wydarzenie w swej historii), że najlepszą kampanią w konkursie jest kampania Long Term - tym razem ING, za którą według regulaminu nie można przyznać Grand Prix. Jury musi się więc na gali posiłkować określeniem “nieformalne Grand Prix”, które - naszym zdaniem - deprecjonuje doskonałą pracę wykonaną przez klienta i agencję oraz obniża prestiż konkursu.
Może warto jeszcze raz na poważnie się nad tym zastanowić?





,







